sobota, 5 stycznia 2013

DZIĘKUJĘ!!!


Chciałam ogromnie podziękować za wszystkie życzenia jakie do mnie w ostatnim czasie napłynęły.
I te mailowe, smsowe, pozostawione na blogu oraz oczywiście dostarczone przez pana listonosza :O)
A napłynęło ich sporo ze wszystkich zakamarków Polski...ba...nawet świata :O)

Karteczki są przepiękne
od siostry - Edy


od Eli


od Moteczka


od Lucynki


od Coloriny


od Kulini


od Ani


od której też dostałam woreczek, gdzie schowane były cudowne szydełkowe gwiazdeczki


oraz od Yrsy


od której również przywędrował śliczny woreczek


Do jego tajemniczej zawartości wrócę innym razem, jak też do tego co jeszcze znalazłam w woreczku od Ani :O)



Chciałam też wszystkich bardzo przeprosić, że w tym roku, ja nie specjalnie się przyłożyłam do wszelakich życzeń.
Przygotowałam się do tego jak nigdy. Odpuściłam wszelakie fotografowanie, pisanie na blogu, tylko haftowałam maleństwa karteczkowe, żebym mogła wysłać karteczki do wszystkich, do których bym chciała.
Jednak niespełna dwa tygodnie przed świętami, kiedy to w zasadzie zostało mi tylko hafciki ubrać w jakieś kartoniki nasza psinka wylądowała w klinice weterynaryjnej....
Jej stan był krytyczny, trzeba było ją wprowadzić w stan śpiączki farmakologicznej, z której to nie bardzo chciała się wybudzić.
Pani doktor walczyła o nią niesamowicie. Kiedy zaczęła się wybudzać mogliśmy ją wreszcie odwiedzić i ...zaczęła wracać do zdrowia.
Pojawiły się jednak problemy z chodzeniem. Tak jakby miała niedowład w tylnych łapkach.
Kiedy jednak pokonaliśmy i ten problem, pojawił się kolejny ...ostra niewydolność nerek.
Dzięki staraniom pani doktor udało się ją wyciągnąć i z tego.
A wszystko to przez to, że jakiś "życzliwy" człowiek musiał jej podsunąć jakąś truciznę....
W głowie mi się to jeszcze nie mieści, ale taka była diagnoza pani doktor.
Na początku myślałam, że może to my coś zostawiliśmy na wierzchu...jednak odrzuciłam tę tezę, gdyż w zasadzie nie mamy tego typu rzeczy, a to co jest to wszystko pochowane ze względu na dzieci.
Na podwórku też nic by nie znalazła z racji tego, że u nas ze zwierząt nie tylko ona jest.
Nie pozostaje więc nic innego jak celowe działanie jakiejś istoty.
Dalej nie mogę się pogodzić z tym, ile to biedne zwierzątko musiało się nacierpieć.
Na szczęście święta spędziła już z nami i jest taka jak była przed całym zdarzeniem.
A ja z racji tego, że pozbyłam się stresu zafundowałam sobie zaraz po świętach jakiegoś wirusa, który w zasadzie trzyma mnie do dziś.
Mam nadzieję, że będziecie dla mnie wyrozumiałe i nie będziecie mieć mi za złe braku jakichkolwiek słów ode mnie. 
Wierzę też, że ten rok będzie dla mnie łaskawszy i pozwoli na w miarę systematyczne bywanie na blogach zarówno swoim, jak i Waszych :O)

11 komentarzy:

Marina pisze...

A już się zastanawiałam gdzie cię wywiało:) Niech biała odrobina radośnie szaleje i nie poddaje się wstrętnym osobnikom

Anna pisze...

o ,losie, cóż za ludziska... nie rozumiem takich zachowań. Na szczęście uało się psince z tego koszmaru wyjść. Teraz ty się tam kuruj, i zdrowiej. A karteczki przepiękne. Pozdrawiam

Katarzyna G pisze...

Ludzie potrafią byc podli... ale cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. Karteczkami się nie przejmuj, będą na przyszły rok :)

Edyta Godzic pisze...

Skąd się biorą tacy podli ludzie to nie mam pojęcia.
Dużo zdrowia dla Ciebie i psinki w Nowym Roku! Całe szczęście, że pomimo takich przejść wszystko dobrze się skończyło.
Pozdrawiam gorąco!

Mysia pisze...

Kochana tak mi przykro z powodu pieska ;o( Oby już było tylko lepiej ;o( Mojego pieska który już zdechł jakiś czas temu ze starości ktoś kiedyś na naszej ulicy oblał wrzątkiem ;o( Tez długo dochodził do siebie - ktoś w sąsiedztwie chyba nie lubi zwierzą bo takie wypadki były czesterze ;o(

Mariola Wichrowska pisze...

Ojejku... Biedactwo... Dobrze , że już wszystko w porządku :) Niestety ludzie czasem robią takie niefajne rzeczy... ;/ Sama mam pieska więc rozumie co przeżyłaś...
Życzę powrotu do zdrowia :*

Jagna pisze...

współczuję...
a prezenty śliczne :)

eda-1 pisze...

Kiniu, dobrze, że się odezwałaś, bo bardzo się martwiłam, skąd tak długie milczenie. Dobrze, że z pieskiem już wszystko w porządku! My też mieliśmy późną jesienią wiele stresu w związku ze zdrowiem Bruna. Zachorował na babesziozę, od kleszcza. Wszystko posuwało się tak błyskawicznie, że już chyba trzema łapami był na tamtym świecie. Na szczęście udało się go wyleczyć.
Kiniu, życzę Tobie, tak jak i sobie, żeby ten rok był lepszy od poprzedniego!
Pokazuj się częściej na blogu! Ściskam, siostro:)

Chranna pisze...

Kiniu, a ja się wcale ie obrazę, jeśli dostanę świąteczną karteczkę całkiem poświątecznie!!! Wszak Święta Bożego Narodzenia u katolików trwają do Matki Boskiej Gromnicznej, a więc do początku lutego :)))
Kochana, najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło, a że sobie na wzajem życzymy jak najlepiej, wiadomo. I że myślimy o sobie nieustannie ciepło i serdecznie :)))
Uściski i buziaki :)

Agnieszka pisze...

Zapraszam serdecznie na licytację na rzecz WOŚP pięknego porcelanowego naparstka http://aukcje.wosp.org.pl/sygnowany-naparstek-porcelanowy-anglia-porcelana-i688377 :) Zagrajmy razem dla chorych dzieciaków i potrzebujących seniorów!

Justyna pisze...

Śliczne karteczki :) Uściskaj pieska :) Buziaki :*