Zaczyna się filcowanie. Bo to chyba najprostsza i najmniej pracochłonna rzecz.
Ja z warsztaów przyniosłam ostatnio mitenki...pracuję nad nimi usilnie, ale jakoś ciężko idzie.
Mój najmłodszy jak zobaczył matkę bawiącą się wełną, od razu przyleciał, że też chce.
No i robił kuleczki.
Jak już zrobił to nakazał zrobić z nich kolczyki.
No i są... skromniutkie, malutkie, zielone...
...z motylkami, do których pałam miłością wielką ;o)